Pewnie wielokrotnie zastanawiacie się nad tym dlaczego jakiś projekt otrzymuje dofinansowanie (czytaj: szanse na realizację, rozwój, potęgę, bogactwo pomysłodawców) a inne grzęzną na łączach pomiędzy pomysłodawcami a analitykami przeróżnych funduszy.
Pewnie nie raz zadawaliście sobie pytanie: o co chodzi? Szczęście, “znajomości”, genialna prezentacja? Sprawa jest prostsza niż myślicie. Pieniądze ZAWSZE inwestowane są w…
Dobra, na początek teoria. Fundusze inwestują w projekty które maja potencjał mierzony trzema zmiennymi: rynek, rozwiązanie (produkt, usługa), zespół. Czasami pojawiają się inne nazwy (inna nomenklatura kryteriów) ale na koniec to zawsze sprowadza się do tych trzech obszarów.
Oczywiście każdy z tych wskaźników może być “parametryzowany”, niektórzy tworzą namiastki modeli ekonometrycznych, indeksy wskaźniki etc.
Piszę o tym z pewnym pobłażaniem, bo cały ten pęd do pozornej obiektywizacji wyboru projektów, w które inwestujemy, a które odrzucamy jest tylko przykrywka dla emocji, które maja ogromne znaczenie. Za chwilę wytłumaczę to dokładniej, na początek jednak stare, dobre przysłowie : “lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć“. Ludowa mądrość tak naprawdę oddaje całą filozofię działania funduszy inwestujących w podmioty na wstępnym etapie działalności (seed, start-up, early growth). Kluczem do powodzenia projektu są ludzie. Wiem, wiem banał, który każdy zna. Proszę jednak abyście potraktowali to ze śmiertelna powagą. Wielokrotnie widziałem genialne projekty (wielki rynek z małym nasyceniem konkurencyjnym, proste i skuteczne rozwiązanie, skalowalny model biznesu), które mimo tego nie znajdują inwestora. Z drugiej strony widziałem firmy “ciągnięte” za uszy pomimo, że “excel się nie zgadzał”, że rynek za mały, ryzyko bardzo duże etc. Pomimo tego, takie projekty uparcie wracają na komitety inwestycyjne. Dlaczego? Dlatego, że w zespole, wśród pomysłodawców, liderów widać osoby które mają potencjał być silnymi, prawdziwymi liderami.
To nie jest tylko wiara w przysłowia i bezmyślne powtarzanie motto amerykańskich inwestorów (“we invest in people not in business plans”). To bardzo praktyczne podejście, szczególnie na początkowym okresie działania przedsiębiorstw. Nie szukamy konkretnego pomysłu, firmy. Bardziej szukamy ludzi, którzy będą potrafili ten pomysł zmieniać i reagować na to, co przynosi nam rynek. Jeżeli spojrzycie na dowolną firmę, która osiąga sukces to zawsze lub, prawie zawsze różni się ona od pomysłu, jaki stał za jej powstaniem. Na drodze nowej firmy technologicznej pojawia się wiele trudności i ryzyk (technologia, rynek, konkurencja etc). Wygrywają Ci, którzy lepiej sobie z nimi radzą. Dlatego też fundusze poszukują bardziej kapitana niż jego statku.
Pewnie teraz wszyscy sobie myślicie, no dobra ale kogo w takim razie poszukujecie? Jaki ma być profil tego idealnego managera? “O tem potem” czyli w kolejnym poście.
(6)
20.04.2012
Ile inwestują amerykańscy inwestorzy
20.04.2012
20.01.2012
Metody wyceny
18.01.2012
Must read - rózne podejścia do generowania modeli biznesowych.
18.01.2012
4 startupy, które działają w obszarze mody
18.01.2012
Założyciel YouSendIt o współpracy z inwestorami
15.01.2012
Alexis Ohanian współtwórca Reddita o całym zamieszaniu z SOPA
23.09.2011
E-booki rosną znacznie szybciej niż cały rynek książki. Co ciekawe, sprzedaż książek papierowych też wzrosła - szkoda, że nie u nas...
http://ebookfriendly.com/2011/07/21/e-books-vs-real-books-fast-facts-infographic/
31.08.2011
Czy Samsung kupi WebOS aby uniezależnić się od Androida?
26.08.2011
o tym jak wielką pracę wykonał, szczególnie po swoim powrocie w drugiej połowie lat 90tyc.
Czekam z niecierpliwością na kolejny wpis. Zobaczymy czy “nie będzie nudno”.
Obstawiam wciskanie kitu z perspektywy korporacji, zobaczymy
Bardzo ciekawy artykuł, reszta bloga też. Podoba mi się otwarte podejście, zamiast tekstu typowo PRowego – mam wrażenie, że autor jest realnym człowiekiem, który przekazuje swoje opinie i doświadczenia, a nie oddelegowanym specjalistą w zakresie PR:)
Osobiście wierzę, że rynek ma zawsze rację. Zamiast walczyć z rynkiem lepiej jest się przystosować do jego reguł, nawet jeśli wiąże się to z modyfikacją modelu biznesowego bo jest to droga do generowania zysków dla startupu. Einstein powiedział kiedyś, że szaleństwem jest robić ciągle to samo i oczekiwać nowych rezultatów. Jest to moim zdaniem bardzo prawdziwe w każdym biznesie – jak zakładamy firmę, która nie może zarobić na produkcie x, ale pojawia się możliwość poważnych zysków na produkcie y, to głupotą było odrzucanie zarobku z produkty y tylko dlatego, że planowaliśmy zarobić fortunę na produkcie x – chyba, że ktoś hobbistycznie chce sprzedawać coś, czego nikt nie chce kupować:). Faktycznie czasami okazuje się, że zarabiamy na czymś całkowicie innym, niż planowaliśmy.
Zgadzam się z autorem. Tak tak tak – Lider to najważniejsza osoba. On musi lecieć w kosmos samochodem ;) I wierzyć że się uda. Takie jest moje zdanie – młody Anioł Biznesu KB
Dobrze sie czyta. Naotmiast nasuwa sie pytanie – co jesli czesc nowej koncepcji/pomyslu pokrywa sie/wchodzi w zakres oferty spolki, w ktora fundusz juz zainwestowal, nowa inwestycja juz wystartowala na rynku? Czy taki pomysl jest juz z gory skreslony, nawet jezeli target klientow nie bedzie sie pokrywal w 100% ? Czy fundusz jest sklonny podjac kroki majace na celu sfinalizowanie przedsiewziecia, w efekcie czego dwie spolki moga ze soba kooperowac (zakladam ze fundusz nie bedzie zainteresowany wspoltworzeniem podmiotow ze soba konkurujacych)?
Ja uważam, że to jest atut. Pewnie nie bezpośrednia konkurencja ale podobny rynek, swoista komplementarność może być tylko atutem, jeżeli chodzi o przepływ wiedzy, obniżanie kosztów etc.
Same plusy
Dobre podejscie :)