SpeedUp rozpoczął współpracę z Harvard Business School.
Informację o szczegółach możecie znaleźć tutaj. Nie jest moim celem ponowne przedstawianie naszego newsa korporacyjnego.
W tym, krótkim wpisie chciałbym skupić się na powodach, dla których TO robimy.
Tłumaczenie wydaje mi się ważne, bo już kilka razy w prywatnych rozmowach spotkałem się z głosami typu: “działacie w nowej gospodarce, po co więc dystrybuujecie wiedzę, która bardziej pasuje do nieruchawych biznesowych molochów”.
Wkurza mnie takie gadanie: poczucie, że działając w branży ICT możemy ignorować prawdy biznesowe – pochodzące pewnie od Fenicjan (?) – że na koniec dnia trzeba taniej kupić a drożej sprzedać.
Problemem, który widzę podczas rozmów z pomysłodawcami czy też przedsiębiorcami na wczesnym etapie rozwoju ich firm, jest właśnie stosunkowo niski poziom menadżerski. Co to znaczy? Świetnie znają swój biznes, rynek technologie, czują konsumentów i ich potrzeby. Brakuje im jednak takiego ostatniego “szlifu”. Mają problem z właściwym rozumieniem strategii biznesowej, finansowych aspektów prowadzenia działalności (wierzcie mi dziury w cash flow bolą tak samo w biznesie polegającym na produkcji podkładów kolejowych metodami tradycyjnymi, jak i w super “nowoczesnym” opartym o zaawansowane algorytmy przeszukiwania zasobów sieci) czy na przykład zasad zarządzania ludźmi. Dlatego właśnie jako SpeedUp wierzymy, że Prezesi spółek, które wspieramy, uczestniczący w tym przedsięwzięciu staną się lepsi, bardziej “kompletni” tym samym wartość ich biznesów będzie rosła szybciej…
Czy sam kurs wystarczy? Na pewno nie. Jesteśmy jednak przekonani, że może być początkiem drogi w pożądanym kierunku.
Podsumowując, nasz SpeedUp’owy przepis na sukces to świetni, pełni energii innowatorzy (vide poprzedni wpis o Democampach) wsparci rzetelną, międzynarodową wiedza biznesową.
(3)
20.04.2012
Ile inwestują amerykańscy inwestorzy
20.04.2012
20.01.2012
Metody wyceny
18.01.2012
Must read - rózne podejścia do generowania modeli biznesowych.
18.01.2012
4 startupy, które działają w obszarze mody
18.01.2012
Założyciel YouSendIt o współpracy z inwestorami
15.01.2012
Alexis Ohanian współtwórca Reddita o całym zamieszaniu z SOPA
23.09.2011
E-booki rosną znacznie szybciej niż cały rynek książki. Co ciekawe, sprzedaż książek papierowych też wzrosła - szkoda, że nie u nas...
http://ebookfriendly.com/2011/07/21/e-books-vs-real-books-fast-facts-infographic/
31.08.2011
Czy Samsung kupi WebOS aby uniezależnić się od Androida?
26.08.2011
o tym jak wielką pracę wykonał, szczególnie po swoim powrocie w drugiej połowie lat 90tyc.
Mnie osobiscie nie dziwi takie podejscie, poniewaz sam staram sie poszerzac wiedze w obszarach biznesowych/finansowych (skonczona Informatyka i Ekonometria). Wg mnie ludziom brakuje biznesowego backgroundu i nie tylko mlodym wiekiem/biznesem. Przypomina mi sie powiedzenie “czym skorka za mlodu nasiaknie…” – tylko ta skorka musi byc jeszcze chlonna… :)
To jest absolutnie podstwowa kwalifikacja.
Ale zamiast wejść w kooperację z biznesmenami lub menedżerami dziś studenci informatyki zakładają masowo portale miłośników kotów, internetowe kalendarze do planowania wizyt u fryzjera, albo kolejne platformy aukcyjne, które są “lepsze od Allegro, bo…”. I męczą się, promując te eksperymenty wśród innych właścicieli “startupów”.
Tymczasem kilka rozmów ze specjalistą od modelowania biznesowego albo strategiem rynkowym może nadać sens ładnemu projektowi i zbudować jego wartość. Kto to zrozumie, już ma przewagę.
Niestety tak bywa, że student majacy zaciecie do programowania często nie ma w sobie ziarnka biznesowego. Jezeli jest pasjonatem, to na uczelni brakuje wsrod kadry osob, ktore ta pasje ukierunkuja na biznesowy startup i taki rodzynek wpada na kilka lat lub jeszcze dluzej do korporacji (co nie jest calkowicie zle jesli nie jest jednym z wielu trybikow machiny). Ze studneckiego doswiadczenia – na moim kierunku jeden z przedmiotow uczyl np. liczyc m.in. emerytury, npv etc. ale przedmioty uczace programowania (program w stylu ‘hello world!’ juz dawno napisany na I semestrze) uczyly wlasnie pisania kalendarzy albo synchornizacji kalendarza google z kalendarzem outlooka zamiast pisania programow do liczenia tych emerytur ;) O modelowaniu proceow, analizach nie wspomne.
Osobiscie nigdy nie lubilem programowac i pewnie tez dlatego nie jestem programista (chociaz mam na koncie Imagine Cup ’07), w efekcie nie jedna oferta w duzych firmach przeszla kolo nosa tu w PL czy UK, ale nie zaluje za bardzo chociaz plusem z pewnoscia jest wowczas nabyte doswiadczenie.