MVP – magiczny skrót, za którym kryje się wiele sensownej treści.
Artykuł ukazał się w Magazynie Proseed #5
Tych, którzy ze zdziwieniem patrzą na trzy litery będące leadem tego artykułu, uspokajam, to nie jest przedruk z kolumn sportowych… MVP to – w tym wypadku – nie najbardziej wartościowy gracz jednej z zawodowych amerykańskich lig, a skrót odnoszący się do technologicznych start-upów. Rozszyfrujmy: MVP to Minimum Viable Product.
Zdecydowałem się napisać o tym zagadnieniu w związku ze sporą dyskusją jaka rozgorzała po moim ostatnim artykule na temat związku pomiędzy ryzykiem, stopniem zaawansowania produktu / usługi a wyceną na jaką może liczyć pomysłodawca w momencie inwestycji. Wiele osób ze środowiska start-upowego zarzuciło mi, że nie rozumiem jak wiele kosztuje wyprodukowanie prototypu / działającej usługi etc. Wiem i rozumiem (bardzo często finansujemy taki proces).
Wiem i rozumiem też, że w naszym kraju funkcjonuje fałszywe przekonanie, że produkt / usługa musi robić dobrze wszystko od razu. Wielu absolwentów uczelni technicznych ma wpojony źle – moim zdaniem – rozumiany perfekcjonizm. Piszę to z perspektywy własnych doświadczeń, bo sam widzę jak bardzo skomplikowane i trudne zadania stawiają sobie młode firmy, chcące przygotować swoją pierwszą alfę czy betę.
Minimum Viable Product – to koncepcja zakładająca stworzenie produktu wyposażonego tylko w te cechy, które zapewniają dostarczenie głównej korzyści / obietnicy Twojego start-upu. Oczywiście nie można stosować podejścia MVP jeżeli nie umiemy zdefiniować korzyści jaką chcemy oferować naszym Klientom. To jest pozorny banał ale tak naprawdę bardzo często mamy tendencję do definiowania produktu przez pryzmat np. technologii. Proszę zapamiętajcie: ludzie nie płacą za technologię a za korzyści, które ona im oferuje.
Zatem kiedy zdefiniujecie swoją korzyść to – hołdując „podejściu MVP” – stwórzcie pierwszą wersję produktu, która robi dobrze jedną rzecz, bez żadnych pobocznych rzeczy z cyklu „nice to have”. Świetną ilustracją jest tutaj przykład dawany przez jednego z Prezesów spółki, w której jesteśmy inwestorem: „zobaczcie na Shazam (jedna z legend AppStore’u), oni od początku robili jedną rzecz fantastycznie – rozpoznawali muzykę. Nie było wielu „przyjemnych” rzeczy które można by sobie tam wyobrazić. Shazam robił jedną rzecz ale perfekcyjnie”.
Dobrze po co w ogóle to całe podejście MVP?
Jest to świetne narzędzie zarządzania ryzykiem. Produkt w tym stadium jest relatywnie tani i pozwala nam sprawdzić jak przyjmują go pierwsi użytkownicy. Możemy sprawdzić jakich zmian oczekują, w którą stronę w dalszym rozwoju powinniśmy pójść. Znacznie łatwiej będzie Wam przekonać inwestora, żeby „dołożył” kolejne pieniądze jeżeli ma pierwsze wyniki i widzi, że zarówno Wy jak i Wasz produkt sprawdza się w boju.
Wspomniany temat MVP wiąże się nieco z tzw ” trójkątem ograniczeń czas-jakość-budżet”, dającym wypadkową “zakres”. Takie podejście może bardzo pomóc w zarządzaniu ryzykiem, jakością czy nawet planowaniem całego projektu :)
http://pmanager.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=62&Itemid=65
Fajne podsumowanie MVP. Nic dodać nic ująć. Jedno co mi się nasuwa to fakt, że w pewnym sensie realizacji MVP pomaga zasada “kill the feature” – ale to tylko w sensie poparcia Twojej tezy. Czyli urywaj funkcjonalności, które nie działają. Less feature zatem to w pewnym sensie better product (Sorry za mieszanie angielskiego, wiem, wiem… jesteśmy w Polsce).
[...] Bardzo prosto: na początku zawsze jest pomysł, Wasz pomysł. Jeżeli nie jesteście totalnie oderwani od rzeczywistości, to odnosicie się do jakiejś potrzeby. To ważne, żeby definiować produkt przez pryzmat potrzeby jaką zaspokaja. Nie wiecie co to znaczy? Pomyślcie zawsze o najbardziej wyświechtanym przykładzie marketingowym: ludzie nie kupują wiertarki tylko dziurę w ścianie. Zastanówcie się co w Waszym biznesie jest wiertarką (rozwiązanie zbudowane na Rubym współpracujące z Mongo DB) a co jest dziurą w ścianie czyli aplikacją, która np. pozwoli Waszym użytkownikom na znalezienie ulubionej knajpy. Oczywiście nie macie gwarancji, że Wasz produkt (pomysł na niego) sposób w jaki chcecie na nim zarabiać jest tym, który odzwierciedla potrzeby większości. Taką gwarancję może Wam dać – teoretycznie – owo wielkie badanie marketingowe. Nie zajmujemy się tym jednak skoro nie macie na to ani kasy, ani tym bardziej czasu. Będąc start-upem szczególnie technologicznym nie musicie robić żadnych cholernych badań, które i tak w połowie są bullshitem. Robicie coś co opisałem tutaj. [...]