Ten wpis to taki mały “wstępniak”, przed wystąpieniem, które (co się robi z wystąpieniem: wygłasza?), ma się odbyć w najbliższa środę (14 września) na Internetbecie w Rzeszowie (tu macie program).
Kiedy zostałem poproszony, żeby wstąpić na tej zacnej imprezie, właściwie od razu wiedziałem o czym chcę opowiedzieć. Są takie tematy biznesowe, z którymi budzisz się i zasypiasz. Cały czas czując, że rouzmiesz problem ale nijak nie potrafisz znaleźć rozwiązania.
O co mi chodzi?
O to że Fundusze są głupie i chciwe. O to , że ludzie pracujący tam nie mają wyobraźni i potrafią udupić każdy genialny projekt.
Prawdę mówiąc nie jest to moje zdanie :-). Rozumiem jednak, że taka opinia krąży po kraju, co ja mówię po kraju, po kontynencie.
Tłumaczę jak brzmi to dość powszechne przekonanie: prawdziwa Ameryka jest w Ameryce, w Europie to jest przyziemnie a w Polsce to wręcz “kopalnianie “. Wielu młodych przedsiębiorców, szczególnie “internetowych” maw sobie jakieś takie ogrome poczucie krzywdy: “ja tu rozwijam wielka wizję a on mi każe excella wypełniać”. “Dostaję marne 300 tysięcy i muszę oddać 40% udziałów” “W Stanach pierwsza wycena to 5 milionów dolarów” Itp, itd. Zaraz za tym idzie kolejny koronny argument: powodem braku gigantycznych sukcesów polskiej przedsiębiorczości internetowej jest brak funduszy i poważne, intelektualne ograniczenia osób nimi zarządzających.
Te twierdzenia (w niewielkiej części prawdziwe), wynikają z całkowitego braku zrozumienia tego jak działa rynek funduszy inwestycyjnych. Tak naprawdę o tym chce opowiedzieć podczas mojego “wykładu”. Nie po to aby “pałować” przedsiębiorców i mówić im, że są źli (bo nie są) ale po to, żebyśmy wspólnie zrozumieli co musimy zrobić, żeby przyciągnąć do internetu ludzi, którzy inwestują dziś w zupełnie inne branże (nieruchomości komercyjne, odnawialne źródła energii etc).
W Polsce nie brakuje pieniędzy na rozpoczęcie działalności, jest kasa od BA, funduszy seedowych, środki europejskie. Problem jest z finansowaniem fazy ekspansji projektów, które wychodzą z pieluch. Tu brakuje środków, którymi powinny zarządzać fundusze (tak dla przypomnienia: fundusz inwestycyjny zarządza środkami powierzonymi mu przez inwestorów pasywnych, którzy oczekują jak najwyższej stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału). Dla rozwoju naszej branży kluczowe jest to aby te “duże pieniądze” przekonać, że mogą z nami / z naszymi projektami się wzbogacić.
Żeby tak się stało musimy (znowu jako całą branża) przestać ględzić o całej tej nowej ekonomii. Musimy rozmawiać z rynkami finansowymi ich językiem, płacić im ich walutą. “Golden rule: the man with the gold rules”, nienawidzę tego zdania ale jest w nim wytyczna jaką powinniśmy się kierować, nawet jeżeli redaktorzy Techcruncha piszą co innego.
Nie jestem szczęśliwy z powodu konkluzji zawartych w poprzednim akapicie, nie lubię ich. Jeżeli jednak chcemy aby nasze młode “internetowe” firmy mogły rosnąc i stawać się wielkie musimy je zaakceptować.
Oczywiście wszystkich, tych, których interesuje co to znaczy “mówić językiem rynków finansowych”, jak unikac bredni na temat nowej ekonomii oraz dlaczego fundusze nie mają wyobraźni zapraszam na środę do Rzeszowa.
W między czasie byłbym wszystkim czytającym bardzo wdzięczny za podrzucaniem argumentów za lub przeciwko moim tezom. Jeżeli chcecie się czegoś dowiedzieć to walcie, postaram się ustosunkować.
Do zobaczenia
(2)
20.04.2012
Ile inwestują amerykańscy inwestorzy
20.04.2012
20.01.2012
Metody wyceny
18.01.2012
Must read - rózne podejścia do generowania modeli biznesowych.
18.01.2012
4 startupy, które działają w obszarze mody
18.01.2012
Założyciel YouSendIt o współpracy z inwestorami
15.01.2012
Alexis Ohanian współtwórca Reddita o całym zamieszaniu z SOPA
23.09.2011
E-booki rosną znacznie szybciej niż cały rynek książki. Co ciekawe, sprzedaż książek papierowych też wzrosła - szkoda, że nie u nas...
http://ebookfriendly.com/2011/07/21/e-books-vs-real-books-fast-facts-infographic/
31.08.2011
Czy Samsung kupi WebOS aby uniezależnić się od Androida?
26.08.2011
o tym jak wielką pracę wykonał, szczególnie po swoim powrocie w drugiej połowie lat 90tyc.
Porównywanie czegokolwiek do Stanów jest wielkim nieporozumieniem. Kropka. Co do rodzimych funduszy… Kasa w nich pochodzi od ludzi, którzy dorobili się w realnym świecie, na totalnie banalnych rzeczach, biznesach i nie interesuje ich jakakolwiek idea, tym bardziej wizja budowy Google 2. To ludzie (czyt. inwestorzy pasywni), którzy twardo stąpają po ziemi. Liczy się dla nich cash, maksymalna stopa zwrotu, czyli to o czym piszesz Bartku. i jeśli ktoś ma choć trochę rozumu w głowie, to nie jest wcale tym zaskoczony. Każdy z nas chce przecież pomnażać kasę. Nigdy nie będziemy mieli swojego globalnego projektu, bo nigdy nie zmieni się podejście owych inwestorów pasywnych, którzy chcą być jak najdalej od ryzyka. Pocieszające jest jednak to, że amerykańskie czy rosyjskie fundusze zaczynają robić niezłą kasę – nie tylko na amerykańskich, lecz europejskich start-upach i z pewnością zaczną coraz częściej zaglądać również do naszego regionu. Wypada się jedynie modlić, aby nie pękła w 2012 lub 2013 kolejna bańka internetowa… W końcu FB dochodzi do wyceny 100 miliardów… :) Bartku – połamania języka we środę.
Drogi Bartku, piszesz: Wielu młodych przedsiębiorców, szczególnie “internetowych” ma w sobie jakieś takie ogromne poczucie krzywdy: “ja tu rozwijam wielka wizję a on mi każe excella wypełniać”.
Może właśnie o to chodzi. O oczekiwanie od człowieka z pomysłem, profesjonalnego biznesplanu, prognoz, gotowych rozwiązań, najlepiej jeszcze jakiś wskaźników rentowności itp….
Myślę, że nie o to do końca chodzi. Pomysłodawca nie koniecznie musi się na tym wszystkim znać. On przychodzi z pomysłem. Wizją czegoś nowego. Czasami może jeszcze sam nie wiem do końca co i jak, ale moim zdaniem tu właśnie pojawia się rola osób funduszy.
Uważam, że fundusze powinny iść w kierunku wynajdywania wizjonerów niekoniecznie z doświadczeniem w zarządzaniu, finansach itd…
Pozdrawiam